II. Mistyka dnia powszedniego

Czy milczeliśmy już kiedyś, chociaż chcieliśmy się bronić, chociaż zostaliśmy niesprawiedliwie potraktowani?

Czy wybaczyliśmy już kiedyś, chociaż nie otrzymaliśmy za to żadnej nagrody i nasze milczące wybaczenie przyjęto jako oczywiste?

Byliśmy już kiedyś posłuszni, nie dlatego, że zostaliśmy do tego zmuszeni i inaczej spotkałyby nas nieprzyjemności, ale z powodu tego tajemniczego, milczącego, niepojmowalnego, które nazywamy Bogiem i je-go wolą?

Czy poświęciliśmy już coś kiedyś, bez podziękowania, uznania, nawet bez poczucia wewnętrznego zadowolenia?

Byliśmy już kiedyś bez reszty osamotnieni?

Zdecydowaliśmy się na coś jedynie z racji najgłębszego osądu naszego sumienia, tam, gdzie nikt nie może nam już niczego więcej powiedzieć, gdzie nikt nie może wyjaśnić, gdzie jest się zupełnie samotnym i wie się, że podejmuje się decyzję, której nikt inny nie weźmie na siebie, za którą będzie się zawsze i wiecznie odpowiedzialnym?

Próbowaliśmy już kiedyś kochać Boga tam, gdzie nie jest już się więcej niesionym przez pełną falę uczuciowego zapału, gdzie nie można już siebie i swojego pragnienia życia pomylić z Bogiem, tam, gdzie wydaje się umierać na taką miłość, która ukazuje się jako śmierć i absolutna negacja, tam, gdzie wydaje się wołać w pustkę i całkowite niewysłuchanie, tam, gdzie wygląda na przerażający skok w otchłań, tam, gdzie wszystko wydaje się niepojęcie i pozornie stawać bezsensowne?

Spełniliśmy kiedyś obowiązek, który pozornie można wypełniać jedynie ze spalającym poczuciem negacji i przekreślania w rzeczywistości samego siebie, który pozornie można wypełniać jedynie, kiedy czyni się przy tym okropne głupstwo, za które nikt nikomu nie podziękuje?

Byliśmy już kiedyś dobrzy dla człowieka, od którego nie wraca żadne echo wdzięczności, zrozumienia i kiedy nie zostajemy nawet nagrodzeni przez uczucie bycia ofiarnym, przykładnym i temu podobnym?

Tam jest Bóg i jego wyzwalająca łaska. Tam doświadczamy tego, którego my, chrześcijanie nazywamy Duchem Świętym; tam dokonuje się doświadczenie, które w życiu – nawet jeśli jest ono wypierane – jest nie do uniknięcia, a które zostaje zaofiarowane naszej wolności z pytaniem, czy zechcemy je przyjąć, czy też chcemy się przeciw niemu zabarykadować w piekle wolności, na które się sami potępiamy. Tam jest mistyka powszedniości, znajdowanie Boga we wszystkich rzeczach; tam jest trzeźwe upojenie Duchem, o którym mówią Ojcowie Kościoła i liturgia, upojenie, któremu nie wolno nam ani zaprzeczyć ani nim wzgardzić tylko dlatego, że jest tak przytomne. /K. RAHNER SJ, Schriften zur Theologie III, 106; XIII, 242/


III. Ogólny rachunek sumienia
1. Uwaga ogólna.
Jako chrześcijanin powinienem nie tylko unikać zła, lecz przede wszystkim czynić dobro. Moje całe życie ma wyrażać miłość do Boga i bliźnich. Dlatego nie mogę pytać tylko o zło, które wyrządziłem, ale muszę myśleć o dobru, którego nie uczyniłem.


2. Mój stosunek do Boga.
Bożej miłości zawdzięczam wszystko: to, że żyję; to, że mogę używać stworzonych przez Niego rzeczy; to, że chce mnie prowadzić do zbawienia przez drogi ziemskiego szczęścia lub nieszczęścia; to, że Jego Syn mnie zbawił i powołał do Swojego Kościoła. Moją odpowiedzią na to może być tylko wdzięczna miłość do Niego samego i do wszystkiego, co On kocha. Bóg jest większy i wspanialszy niż my to sobie możemy wyobrazić.

Poznajemy Go tym lepiej im więcej Go słuchamy, im więcej przyjmujemy z wiarą Dobrą Nowinę o Jezusie.

• Czy jestem za to wdzięczny, że mogę wierzyć i przynależeć do Kościoła?

• Czy staram się o pogłębienie mojej wiary?

• Czy czytam Pismo Św. lub książki, które mogą mnie doprowadzić do głębokiego poznania i zrozumienia Boga, czy też zbudowałem sobie obraz Boga według własnych życzeń i wyobrażeń?

• Czy odczuwam wiarę jako ograniczenie mojego życia (jako zagrożenie dla mojej wolności) i wzbraniam się przyjąć wezwanie Boże?

• Czy nie narażam swojej wiary przez bezkrytyczną lekturę wrogich wierze pism?

• Czy starałam / starałem się dawać świadectwo wierze i przybliżać ją innym, czy też wstydziłem się jej, albo zaparłem się jej?

• Czy szukam bliskości Boga?

Czy staram się naśladować Chrystusa?

Może Go omijam lub wyłączam z określonych obszarów swego życia?

• Czy w modlitwie zwracam się wciąż do Boga: rano, wieczór, przy stole, w pracy, na nabożeństwie, przede wszystkim zaś na niedzielnej Eucharystii?
Czy dziękuję Bogu za wszystko dobro, które od Niego otrzymałam/łem (np. za życie, zdrowie, jedzenie, pracę, przyjaźń, miłość bliskich osób)?

• Czy proszę z pełnym zaufaniem o Jego dary?
Może modlę się bezmyślnie (machinalnie), tylko czasem lub w chwilach dla siebie trudnych?

• Czy Bóg jest centrum mojego życia?
Czy chcę pełnić to, czego On ode mnie oczekuje? Może jest coś innego, co jest ważniejsze niż Bóg: ludzie, posiadanie, osiągnięcia, kariera zawodowa, przyjemność itd.?

• Czy mam w sobie cześć (bojaźń) dla Boga?
Może używam Jego Imienia nadaremnie lub jako jeden z przerywników?

• Czy ufam Bogu, także w potrzebie i w chwilach trudnych? Może szukam rady i pomocy w przesądach, przepowiedniach, horoskopach, astrologii, spirytyzmie - wywoływaniu duchów