Tracić życie tak, aby zyskać wieczność

Jeżeli kogoś naprawdę kochaliśmy, to nawet dziesiątki lat przeżyte na ziemi wydają się zbyt krótkie, gdy kochana osoba umiera. Bolą wówczas słowa osób postronnych stwierdzających chłodno: „o nażył (a) się już na tej ziemi”.


Dla bliskich to nie jest po prostu stary człowiek, ale człowiek kochany, a miłość pragnie wieczności…

Dlatego chcielibyśmy na zawsze zatrzymać przy sobie tych, których darzymy miłością… Wiek nie gra tu roli…


W obliczu śmierci osób bliskich wyraźniej dostrzegamy to, czym nas obdarzali za życia, jak wiele to życie dla nas znaczyło. Jedna z osób proszących siostry wspomożycielki o modlitwę za swoją 89 letnią babcię napisała:


„Kochane Siostry, piszę z prośbą o modlitwę. Moja Babcia Wanda odeszła 3 października br., a ja wciąż nie mogę się pozbierać… Czasem wydaje mi się, że im więcej mija czasu, tym jest gorzej.

Z Babcią spędziłam prawie 20 lat życia, Babcia mnie wychowała, Babcia była zawsze… I nawet jeśli bywały słodko-gorzkie dni i czasem trudne wielopokoleniowe relacje to Babcia żyła.
Dziś wiem, że Babcia nie odeszła całkowicie, czasem wydaje mi się, że jest obok…, jak wtedy, gdy mi się przyśniła po pogrzebie… Ale jest mi niezmiernie smutno, czasem nagle wystarczy chwila i leje się morze łez.”


Ten ból i łzy po odejściu bliskich są dowodem, że te osoby potrafiły dzielić się swym życiem z innymi.
Traciły je, aby kogoś wychować, nauczyć, wprowadzić w dorosłość i życiową odpowiedzialność…
Niekiedy to tracenie sprawiało ból, niekiedy radość…


Najważniejsze jednak jest to, że przyniosło owoce na wieczność, a w sercach żyjących zapisało się serdecznymi zgłoskami wdzięczności, miłości i modlitewnej pamięci… na zawsze – dopóki ich pamięć nie opuści…


Trzeba jednak, szczególnie w listopadzie, pomyśleć również o tych, których życie było mniej piękne.


Po śmierci których członkowie rodziny zmagają się z niemożnością przebaczenia wyrządzonych przez zmarłego krzywd…


Po śmierci których, zamiast tęsknoty i żalu spowodowanego oddaleniem bliskiej osoby, pozostaje jedynie uczucie ulgi i uwolnienia od niosącej wiele cierpienia relacji…


Oni teraz w dotkliwym oczyszczającym cierpieniu pokutują za to wszystko, w co uwikłali się w czasie ziemskiego życia, oczekując naszego miłosiernego pochylenia się nad ich niemożnością zmienienia czegokolwiek…


Ich życie po śmierci nie jest jeszcze wiecznym odpoczynkiem… Jest udręką tęsknoty za Bogiem, od którego sami oddalili się poprzez swoje czyny motywowane nie miłością ale egoizmem…


Modląc się za zmarłych cierpiących w czyśćcu, ofiarując za nich dobre uczynki, jakieś wyrzeczenia czy jałmużny pomagamy nie tylko im, ale i samym sobie…


Dzięki naszej bezinteresownej miłości bliźniego, dzięki duchowej hojności wobec cierpiących, gromadzimy sobie skarby w niebie, a gdzie będzie nasz skarb tam też znajdzie się serce nasze – nasza dusza po zakończeniu ziemskiego życia.


„Dusze przez nas wybawione całe wieki będą nam wdzięczne za tę przysługę i wspierać nas będą za życia i przy śmierci” (bł. Honorat Koźmiński)


Iluż świętych wykazywało się przemyślnością w wynajdywaniu sposobów ratowania dusz zmarłych!
— ŚW. JAN DAMASCEŃSKI


Źródło: https://wspomozycielki.pl/tracic-zyc...kac-wiecznosc/