U progu wieczności

Miłość każe zapominać o sobie, pracować dokładnie i bezinteresownie, służyć wszystkim - bez względu na to, jak się na mnie zapatrują i jak ze mną postępują- uważała Rozalia.

W czasie wieloletniej, ofiarnej pracy nie oszczędzała sił, zdarzało się często, że nie dosypiała i nie dojadała.

Nigdy nikomu się nie żalić ani o nic nie prosić, to była i jest metoda całego mojego życia - przyznawała.

Kilka chorób nadwerężyło wyraźnie jej zdrowie. Badania przeprowadzone w styczniu 1941 roku wykazały osłabienie serca, ograniczoną wydolność płuc, wątroby i żołądka. Jeszcze przed wybuchem wojny Rozalia zastanawiała się nad śmiercią.

Pragnę gorąco
- zanotowała później, pod datą 16 listopada 1940 roku - by Pan Jezus był uwielbiony moim życiem i moją śmiercią; by moja śmierć była najdoskonalszym i najczystszym aktem miłości ku Panu Jezusowi.

W roku 1944 kilkakrotnie zapowiadała swe rychłe odejście.

7 września tego roku, mimo osłabienia i złego samopoczucia, nie odmówiła postawienia baniek swej znajomej. Przeziębienie, które wywiązało się tego wieczora, przerodziło się w poważną chorobę - wezwany po kilku dniach lekarz stwierdził anginę Plauta i Vincenta, zadecydował o przewiezieniu chorej do szpitala. Zabiegi medyczne okazały się daremne - Celakówna gasła.

Zaopatrzona sakramentami świętymi, zmarła o drugiej nad ranem w nocy z 12 na 13 września 1944 roku.


Ostatnie słowa, jakie Rozalia skreśliła przed śmiercią, były modlitwą do Chrystusa Eucharystycznego:


Panie Jezu, ukryty w Sakramencie Miłości, kochający nas mimo naszej ogromnej nędzy, przyjmujący nas w każdej chwili ze wszystkimi sprawami, przychodzę do Ciebie z całą moją nędzą i wszystkimi sprawami, byś Ty mi pomógł. Zmiłuj się nade mną, mój Najsłodszy Jezu, i wysłuchaj mnie, o co Cię proszę z całego serca przez Niepokalane Serce Najświętszej Maryi Panny. Proszę Cię, mój Jezu, dla siebie o łaskę umiłowania Ciebie miłością podobną do Twej miłości.


Źródło: https://adonai.pl/ludzie/?id=81