-
JB
Re: Rozalia Celakówna
Wewnętrzny głos
Od czasów dzieciństwa Rozalia doświadczała niezwykłych spotkań z "wewnętrznym głosem", a także objawień, w których widywała różne sytuacje i postaci, również samego Chrystusa.
Zobowiązywana przez kolejnych kierowników duchowych, wbrew własnym chęciom prowadziła notatki, przekazywane kapłanom. Jak sama wyznała w jednym z listów, pisanie jest chyba najcięższym dopuszczeniem Bożym dla mnie.
Lepiej jest, Ojcze, umrzeć, niż o sobie pisać.
Stanowcze polecenia spowiedników, potwierdzane na modlitwie, doprowadziły do powstania pokaźnego korpusu tekstów.
Do czasu obecnego dochowały się: Notatki i wspomnienia z życia - 3 części od lat dziecięcych do połowy roku 1931, Listy do kierownika sumienia (o. Władysława Całki) z lat 1931-1936, Wyznania z przeżyć wewnętrznych - prawie 600 stron, od jesieni 1937 do roku 1944 oraz Odpowiedzi na pytania (266 odpowiedzi na ponad 500 szczegółowych pytań postawionych przez spowiednika). Ze względu na wagę niektórych treści kapłani nalegali, aby redagowała dodatkowe wyjaśnienia. Pisanie wydawało się szczególną udręką - Celakówna nie chciała żadnego rozgłosu, część zwróconych jej zapisków spaliła, by najmniejszy ślad po niej nie pozostał.
Z posłuszeństwa też, we wrześniu 1938 roku, na przekazane jej przez spowiednika życzenie kardynała prymasa Augusta Hlonda poddała się dwukrotnie badaniom neurologicznym; pozytywna opinia lekarska potwierdziła w pełni jej zdrowie psychiczne, oddalając wątpliwości medyczne co do autentyzmu objawień.
Ojciec Całka, który przez wiele lat towarzyszył Rozalii, podkreśla: Nigdy nie zauważyłem w niej ani odrobiny ekscentrycznej egzaltacji. Zawsze naturalnie się nosiła, naturalna była w postępowaniu, rozmowie i w słowach; na zewnątrz niczym nie zdradzała nadzwyczajnych darów od Pana Boga otrzymanych.
Wśród natchnień, które przybierały formę widzeń i słyszanych w sercu słów, istotne miejsce zajmują przynaglenia do starań o przeprowadzenie w Polsce i na całym świecie intronizacji Najświętszego Serca Jezusowego.
Ja chcę niepodzielnie panować w sercach ludzkich - domagał się Boży głos.
Kolejne wizje miały tę samą wymowę: pomimo wielu poważnych zaniedbań i grzechów popełnianych przez naród Polska nie zginie, o ile przyjmie Chrystusa za Króla w całym tego słowa znaczeniu; jeżeli się podporządkuje pod prawo Boże, pod prawo Jego Miłości.
W jednym z widzeń, w lipcu 1938 roku Rozalia ujrzała glob ziemski zagrożony Bożą karą.
Męska postać, pełna powagi i majestatu, oznajmiła:
Sprawiedliwość Boża nie może znieść dłużej tych występków.
Ostoją się tylko te państwa, w których będzie Chrystus królował. Jeżeli chcecie ratować świat, trzeba przeprowadzić intronizację Najświętszego Serca Jezusowego we wszystkich państwach i narodach na całym świecie.
Tu i jedynie tu jest ratunek. Kula ziemska, obserwowana przez Celakównę, pękła z wielkim hukiem, z jej wnętrza wydostały się ogień i dym, zniszczeniu uległy niektóre państwa, m. in. Niemcy.
Na pytanie wizjonerki, czy to już koniec świata, padła odpowiedź:
To nie jest koniec świata ani piekło, tylko straszna wojna, która ma dopełnić dzieła zniszczenia.
Widzenie zakończyło się obrazem ocalałej Polski i oświadczeniem:
Państwa oddane pod panowanie Chrystusa i Jego boskiemu Sercu dojdą do szczytu potęgi i będzie już "jedna owczarnia i jeden pasterz".
Motyw intronizacji i osobistego oddania się Bożemu Sercu powracał wielokrotnie; za pośrednictwem kapłanów wezwania te dotarły na Jasną Górę oraz do prymasa Polski, kardynała Hlonda. Z tego też powodu Rozalia Celakówna bywa nazywana apostołką intronizacji.
Wydarzenia II wojny światowej również znalazły odwierciedlenie w natchnieniach, udzielanych Celakównie. Od roku 1937 w widzeniach pojawiały się przestrogi przed nadejściem trudnego okresu.
Pielęgniarka zanotowała wizję ciężkich chmur, nadciągających od zachodu, opatrzoną usłyszanym komentarzem:
Nastaną straszne czasy dla Polski.
Kiedy indziej zapisała:
Zobaczyłam w sposób duchowy granicę polsko-niemiecką, począwszy od Śląska aż do Pomorza, całą w ogniu.
Widok ten był naprawdę przerażający. Zdawało mi się, że ten ogień zniszczy cały świat.
1 września 1939 roku, w dniu wybuchu wojny, Rozalia na modlitwie zwróciła się do Pana Jezusa, przedstawiając Mu swój niepokój o los ludzi.
Usłyszała w duszy:
Ludzie Mnie nie zrozumieli, przeto przemawiam do ich twardych serc kulami i bombami, a to dlatego, że ich miłuję. (...) I to wszystko jest z miłości, bo wiele jest dusz takich, które przez akt doskonały żalu znajdą przebaczenie.
Pewną otuchę przyniosła Celakównie wizja Polski
jako człowieka, przykrytego łachmanami, powstającego z trumny.
Nieznana postać wyjaśniła: To nie jest zmarły człowiek, tylko śpi w letargu. (...)
To Polska. Kiedy odzyska wolność, będzie o wiele wspanialsza niż była.
BOŻE, miej w opiece Polskę całą!Taką piękną i wspaniałą!
Nigdy nie pojmiemy dróg, którymi prowadzi nas Bóg.
Uwielbiaj Pana w każdym czasie. Tylko Jemu należy się chwała.
