Posłuszna Bożej woli





Rozalia boleśnie przeżyła konieczność przerwania postulatu. Nie zamierzała powrócić do szpitala, podporządkowała się jednak raz jeszcze wyraźnemu poleceniu spowiednika, podjęła zaproponowaną jej pracę w izbie przyjęć, a później w klinice okulistycznej.

Nie umiała cieszyć się obiecywanym jej stałym zatrudnieniem, zabezpieczeniem materialnym - jak wyznała, moją emeryturą, etatem i pensją jest wola Boża.

Ku zdumieniu przełożonych i współpracowników, wbrew wszelkim argumentom przeniosła się na znany jej już, szczególnie ciężki oddział chorób wenerycznych - w ten sposób realizowała Chrystusowe żądanie, odczytane podczas wizji sceny biczowania:

Masz pracować w tym miejscu, by Mi wynagradzać za te straszne grzechy i pocieszać moje boskie Serce. Ja cię tu chcę mieć!


Także i później nie uległa propozycjom przejścia na stanowiska zapewniające lepsze warunki materialne, większą samodzielność, zamieszkanie w okolicy o korzystniejszym klimacie - nie zdecydowała się ani na posadę w szpitalu na Prądniku Białym w Krakowie, ani też na zatrudnienie w Instytucie Wychowawczym dla upadłych dziewcząt we Lwowie.

Postanowiła natomiast uzupełnić swe wykształcenie - prywatnie, z korepetytorem przerobiła program gimnazjalny do szóstej klasy włącznie, ukończyła kurs dla sióstr pogotowia sanitarnego Polskiego Czerwonego Krzyża, a następnie kurs pielęgniarski, zdobywając ostatecznie dyplom zawodowej pielęgniarki.

Wszystkie te starania podejmowała jedynie i wyłącznie z tą intencją, by (...) więcej być pożyteczną dla biednych chorych, a zwłaszcza dla ich dusz, by doskonalej spełniać swój obowiązek pielęgniarski.

Mimo nawału pracy - zdarzało się bowiem, że przez ambulatorium przewijało się dziennie około stu osób - Rozalia sumiennie spełniała swe obowiązki przy chorych, otaczając ich wielką życzliwością. Troszczyła się również o ich sytuację duchową, w razie potrzeby starała się uświadamiać delikatnie wartość nawrócenia. Prowadzona przez Boga, poznawała istotę cierpienia.

Wśród zapisków, sporządzanych wyłącznie z posłuszeństwa, znajdujemy takie oto słowa, skierowane do Rozalii:

Ja dzisiaj ci odsłonię tajemnicę cierpienia. Cierpienie jest tak wielką łaską, że nikt z ludzi tego nie pojmie dostatecznie: większą niż dar czynienia cudów, bo przez cierpienie dusza mi oddaje, co ma najdroższego: swą wolę - ale przez cierpienie miłośnie przyjęte.


Sił do wymagającej służby Celakówna szukała w codziennym przeżywaniu Mszy św. i przyjmowaniu Komunii św., w nabożeństwie do Serca Jezusowego i refleksji nad Męką Pańską.

Codzienne odprawianie Drogi Krzyżowej staje się dla mej duszy mocą i światłem - pisała.

Zachęcana przez objawiającego się jej Chrystusa, wielką czcią otaczała także Matkę Bożą.


Jak spostrzegła, mało ludzie znają Jezusa, bo nie pytają o to Najświętszej Maryi Panny. Kto o to pyta i prosi Maryję, ten poznaje Jezusa. Żyjąc w bardzo skromnych warunkach, starała się pomagać potrzebującym, nie oczekiwała żadnej wdzięczności.

Uchodziła za osobę nadzwyczaj skromną, zdolną do ustępstw, spokojnie przyjmującą upokorzenia. Zabiegała o to, by każdy czas był wykorzystany dla miłości (...), by Jezus był poznany i ukochany przez cały świat. W swym pragnieniu bezwzględnej przynależności do Pana Jezusa bywała wystawiana na próby. Ich obrazem mogłoby być widzenie z roku 1930. Rozalia zobaczyła w nim siebie, podążającą przez nawę wielkiego kościoła ku Najświętszemu Sakramentowi.

Drogę zagrodziły jej najpierw morskie fale, później pojawił się i ogromny smok, trzymany na łańcuchu przez świętego Michała Archanioła, wciąż jednak niebezpieczny, rzucający się w kierunku kobiety.

Wezwany na ratunek Jezus wyjaśnił Rozalii:

Moje dziecko, to jest symbol pokusy. Chcę cię pouczyć, byś się nie lękała, gdy pokusa na cię będzie dopuszczona. Szatan chce cię zniechęcić: wmawia w ciebie, że wszystko dla ciebie stracone, że Ja jestem na ciebie zagniewany, że cię odrzucam od Siebie. To tylko pokusa.

Szatan nie może nic złego zrobić żadnej duszy, która się do niego nie zbliży, tj. nie zezwoli na (...) grzech.
W innej części zapisków odnajdujemy zdanie o podobnym wydźwięku - zachętę do pokonania obaw i zawierzenia pomocy Bożej: Jak ta łódź na wzburzonych falach się ostoi, gdy jest o Mnie oparta, tak samo i ty, będąc oparta na Mnie, pomimo wszystkich przeciwności szczęśliwie dopłyniesz do wieczności i na wieki połączysz się ze Mną.