-
JB
Re: Ignacjański Rachunek Sumienia
Żądać od duszy swojej zdania sprawy
Żądać od duszy swojej zdania sprawy od godziny wstania aż do chwili obecnego rachunku. Czynić to przechodząc godzinę po godzinie lub jedną porę dnia po drugiej, a najpierw co do myśli, potem co do słów, a wreszcie co do uczynków (CD 43).
Trzeba przezwyciężyć pewien wstępny opór i zniechęcenie… Za niedługo spotkamy się „twarzą w twarz” z naszym Stwórcą i zdamy Mu sprawę z bycia panem siebie i Ziemi. Wchodząc w trzeci punkt rachunku sumienia codziennie antycypujemy szczegółowy sąd Boży. Mając w pamięci (1 punkt) troskliwą miłość Boga, chcemy dokładniej sprawdzić, czy i jak odpowiadaliśmy na tę miłość.
Jest poniekąd regułą, że marnie wygląda nasze miłowanie Miłości. Raz po raz, i to całe lata, okazuje się, że nasza miłość do Boga jest jak rosa o poranku lub chmury na świtaniu (por. Oz 6, 4); pojawia się, trwa krótko i znika. Ta powtarzająca się sytuacja ma oczywiście swoje poważne konsekwencje. Gdy mianowicie słabnie lub znika żywe odniesienie do miłości Boga, wtedy aktywizują się nasze pożądania. Gdy tracimy z oczu miłość Stwórcy, wtedy niemal automatycznie bałwochwalczo zwracamy się do owej odrobiny blasku w stworzeniach i przywiązujemy się do nich. Zagracamy nasze serca przeróżnymi rzeczami i nie ma już miejsca dla serdecznej więzi z Panem Jedynym!
Żeby zwrócić się do Pana całym swym sercem i ze wszystkich sił, to trzeba wpierw z całą determinacją zdemaskować swój grzech i ujrzeć, jakie to okropne chybiać Celu, rozmijać się z miłością Boga! Nie jest to łatwe, bo nieuporządkowane przywiązania utrudniają widzenie siebie w prawdzie. Łatwo zaś jest siebie oszukiwać, że jesteśmy niewinni lub że wina jest minimalna.
Słowo Boże wielokrotnie przestrzega przed iluzją niewinności.
W księdze Przysłów słyszymy: Kto powie: Ustrzegłem czystości serca, wolny jestem od grzechu? (20, 9) Podobnie mówi Kohelet (7, 20): Bo nie ma na ziemi człowieka sprawiedliwego, który by zawsze postępował dobrze, a nigdy nie zgrzeszył. Św. Jan idzie jeszcze dalej: Jeśli mówimy, że nie mamy grzechu, to samych siebie oszukujemy i nie ma w nas prawdy. (…) Jeśli mówimy, że nie zgrzeszyliśmy, czynimy Go kłamcą i nie ma w nas Jego nauki (1 J 1, 8-10). Boża przestroga dotyczy także bezczelności w grzeszeniu: Nie mów: Zgrzeszyłem i cóż mi się stało? Albowiem Pan jest cierpliwy. Nie bądź tak pewny darowania ci win, byś miał dodawać grzech do grzechu. Nie mów: Jego miłosierdzie zgładzi mnóstwo moich grzechów. U Niego jest miłosierdzie, ale i zapalczywość, a na grzeszników spadnie Jego gniew karzący. Nie zwlekaj z nawróceniem do Pana ani nie odkładaj tego z dnia na dzień (Syr 5, 4-7).
W dochodzeniu do prawdy o grzesznym pomijaniu Boga i lekceważeniu Go zawsze możemy liczyć na głos sumienia. Obecny w nas Duch Święty stale oświeca nasz rozum i daje nam poznać, jak naprawdę wygląda nasza odpowiedź na miłość Boga. On zwraca się do nas w sanktuarium osoby z pochwałami, gdy trwamy w miłości i w zgodzie z nią podejmujemy decyzje. On też udziela nam odczuwalnej nagany, gdy odstępujemy od miłości i przestawiamy się na pożądanie. (Więcej objaśnień w KKK).
Okazuje się jednak (wiemy o tym z Objawienia i doświadczenia), że po grzechu pierworodnym rozbrzmiewający w nas głos sumienia podlega zagłuszeniom i deformującym naciskom. Ich źródłem są zarówno dążenia „starego człowieka” w nas jak i złe duchy oraz świat ze swymi trzema żądzami. Światło i przejrzystość sytuacji przynosi nam Bóg, kierując do nas swoje słowo. Przychodzi ono do nas niejako z zewnątrz, z głębi całej Historii Zbawienia. Kontakt z Jezusem Chrystusem sprawia, że nasze sumienia stają się w pełni rozjaśnione, delikatne i dobrze uformowane.
BOŻE, miej w opiece Polskę całą!Taką piękną i wspaniałą!
Nigdy nie pojmiemy dróg, którymi prowadzi nas Bóg.
Uwielbiaj Pana w każdym czasie. Tylko Jemu należy się chwała.
