-
JB
Msza trydencka nie pasuje? To skończmy z liturgiczną bylejakością!
[Jestem w Kościele] Msza trydencka nie pasuje? To skończmy z liturgiczną bylejakością!
W Kościele nie brakuje ludzi z różnych powodów uprzedzonych lub wręcz wrogich wobec tzw. Mszy trydenckiej.
Tymczasem rozkwit środowisk przywiązanych do Mszy trydenckiej wynika między innymi z tego, że ludzie mają dość liturgicznej bylejakości, która niestety w wielu miejscach stała się niemal integralnym elementem zwyczajnej formy rytu rzymskiego. Stąd nawet zaciekłym przeciwnikom starej liturgii powinno zależeć na tym, aby nowa
Msza była sprawowana w sposób wzorcowy. Dlaczego więc tak się nie dzieje?
Ostatnio ks. bp Athanasius Schneider, jeden z najbardziej znanych biskupów przywiązanych do Mszy trydenckiej, został zapytany o to, dlaczego Kazachstanie (kraju, w którym posługuje) nie ma miejsc, gdzie byłaby sprawowana Najświętsza Ofiara w tej formie.
Wyjaśnił, że zreformowana Msza jest tam celebrowana na tyle godnie i z należytą czcią, że w zasadzie nie ma zapotrzebowania wiernych na nadzwyczajną formę rytu rzymskiego. Ks. bp Schneider zaznaczył, że w Kazachstanie dozwolone jest przyjmowanie Komunii Świętej wyłącznie na klęcząco i do ust, obowiązkowe jest stosowanie paten komunijnych, nie ma tam świeckich szafarzy Komunii Świętej ani ministrantek.
Do tego można by dorzucić jeszcze m.in. regularne używanie Kanonu Rzymskiego, zwłaszcza w niedziele i święta, przywrócenie łaciny w częściach stałych Mszy czy powrót do celebracji ad orientem lub przynajmniej, jak zachęcał wielokrotnie Papież Benedykt XVI, umiejscowienie krzyża na środku ołtarza jako punkt odniesienia modlitwy kapłana i ludu.
Niestety jednak bardzo często (choć oczywiście nie w każdym przypadku) niechęć do nadzwyczajnej formy rytu rzymskiego bierze się z luźnego stosunku do liturgii ogółem. Myślący w ten sposób ludzie nie przywiązują do niej zbytniej uwagi, normy liturgiczne są dla nich reliktem po czasach słusznie minionych, a ich łamanie tłumaczą zazwyczaj względami duszpasterskimi lub wymogami chwili. Liturgia w ich oczach jest okazją do wyrażenia siebie, co każdy ma prawo czynić w dowolny sposób. Najgorsi zaś są kapłani, którzy podzielają ten punkt widzenia, gdyż czują się właścicielami liturgii i zamiast ofiarnikami stają się wodzirejami.
Oczywiście to nie jest tak, że Msza według rubryk sprzed posoborowej reformy liturgicznej nie może być sprawowana byle jak. Niewątpliwie jednak ewentualność nadużyć ograniczają przepisy, które są bardziej precyzyjne i nie pozostawiają tyle pola do interpretacji i improwizacji jak to jest w przypadku nowej Mszy. Poza tym gromadzi ona w dużej mierze tych, którym nie jest obojętne, jak odbywa się kult publiczny Kościoła.
Popularność nadzwyczajnej formy rytu rzymskiego powinna stanowić więc swego rodzaju wyrzut sumienia, bo obnaża panującą bylejakość, do której już nierzadko przywykliśmy.
Dlatego jeśli jakimś decydentom przeszkadza Msza trydencka, to niech zatroszczą się o tych wiernych, którzy pragną liturgii pięknej, nieodartej z resztek sacrum oraz sprawowanej pobożnie i zgodnie z zasadami ustalonymi przez Kościół. Doskonale wiem, jak trudno jest znaleźć miejsce, gdzie te warunki są spełnione, stąd nic dziwnego, że bardzo często trafiają oni do środowisk tradycji liturgicznej. Dlatego, choć osobiście jestem życzliwy wobec czcigodnej Mszy trydenckiej i okazjonalnie w niej uczestniczę, to może chociaż taki argument podziała na tych, którym tej życzliwości brak. Skorzystamy na tym wszyscy.
BOŻE, miej w opiece Polskę całą!Taką piękną i wspaniałą!
Nigdy nie pojmiemy dróg, którymi prowadzi nas Bóg.
Uwielbiaj Pana w każdym czasie. Tylko Jemu należy się chwała.
