„Po tamtej stronie bowiem nie ma tupetu! Nikt nie może i nie chce udawać innego, niż jest, nie może i nie chce nadrabiać niczego krętactwem i formą. Żadne względy nie istnieją. JEST TYLKO TO, CO JEST. Każda dusza widzi jasno stopień swej doskonałości, a widzi go w świetle Prawdy, której ani zagmatwać, ani odłożyć, ani uniknąć, ani zmylić niepodobna!

Ta Prawda – jest! I nie tylko jest, ale więcej nic nie ma.”


Stefania (Fulla) Horak (1909-1993) polska współczesna mistyczka, sybiraczka i filozof, którą mieszkańcy Nieba odwiedzali, niemalże jak sąsiedzi, w jej mieszkaniu we Lwowie. Z porzuconą w młodości wiarą, ciętym językiem, filozoficznym, dociekliwym i bystrym umysłem – pragnęła Boga ponad wszystko. Jej nad wyraz rozwinięty zmysł obserwacji pozwolił zobaczyć z bliska nawyki, pozory i fałsz, czyli to, jak ludzie przeżywają miłość. Dziwiła się, że niedoskonały człowiek, pełen wad i naleciałości może w sposób doskonały zawładnąć sercem i myślami drugiego. Głód PRAWDY pchał Fullę do poszukiwań. Nie znalazł zaspokojenia jej pod zasłoną ludzkiej miłości, którą łączyła nić milczącej umowy: „ja będę kłamał tobie, a ty mnie…”

Żyła więc w rozdarciu. Z jednej strony widząc wokół siebie, w relacjach człowieka z człowiekiem tylko niesytych i przesyconych, myślała, że może jakoś zgubi się pośród nich, z drugiej zaś, w wielkiej udręce poszukiwała PRAWDY. PRAWDY, która jest DO-SŁOWNA. Nie tylko jest słowem, które było na początku i przez które wszystko się stało, ale dotrzymuje słowa, bez którego nic się nie stało, z tego, co się stało.

„Chciałabym wierzyć w Boga…Jaką okrutną zabawkę wymyślił sobie Ten, kto nas stworzył!…A ponad wszystkim ta paląca tęsknota za niepojętą a przeczuwaną – Wiecznością”

„Bóg gdyby był – musiałby ludzi kochać. Czyżby ich inaczej stwarzał? Skończyłby niewątpliwie nawet Sam ze Sobą, nie mając żadnej istoty, którą by mógł uszczęśliwić i gdyby mu wszystkie sprawy tego świata były równie obojętne, jak mnie”– pisała Fulla do zaprzyjaźnionej zakonnicy. I ciągnęła dalej:

„Czy Matka wie, że gdyby Bóg do mnie przyszedł z otwartością bym Go przyjęła i dałabym Mu się nasycić?
Gdybym Go odczuła, serce moje doznałoby ulgi, ciężar, który je ugniata, spłynąłby, a ja odnalazłabym rzeczy niewypowiedziane”…

W rozpaczliwych katuszach, nienasyceniu, głodzie poszukiwań, i strzępów nadziei na jej spełnienie – Fulla modliła się: „Boże! Jeśli jesteś – daj mi światło!”

Zalecana przez spowiednika, a przez trzy miesiące, na wpół świadomie powtarzana przez nią modlitwa zaowocowała tym, że 10.08.1935r o godzinie 6-tej po południu podczas salonowego spotkania – światło zaczęło kręcić się nad głową Fulli. Zbiegło się to w czasie, kiedy jedna z uczestniczek spotkania opowiadała o cudzie, który zawdzięcza Matce Boskiej Częstochowskiej.

Fullę ogarnął wówczas gwałtowny, niepochamowany, rozdzierający płacz. „Poprzez oszołomienie, poprzez szum walącej w uszach krwi, dotarły wreszcie do mej świadomości bezładne słowa o jakimś świetle nade mną. Potem usłyszałam, że wszyscy o tym tylko mówią. O świetle, które zjawiło się nad moją głową. (…) Przebiegając salon, słyszałam jeszcze ich zdumione okrzyki, że owo światło posuwa się razem ze mną i razem ze mną wychodzi”.

Bóg potrafi zaskakiwać. Nie tylko fizycznym doświadczeniem tego, że JEST, ale tego, że JEST Bogiem Do – SŁOWNYM. Przykład Fulii jest doskonałym potwierdzeniem słów Jezusa: „Proście, a będzie wam dane; szukajcie, a znajdziecie; kołaczcie, a otworzą wam”. (Mt, 7,7-8) Św. Magdalena Zofia Barat, założycielka Sacré Coeur we Francji była pierwszym gościem, który przyszedł do Fulii z zaświatów. To właśnie ona, była kierownikiem Fulii na drodze chrześcijańskiej doskonałości, rozpalając w niej miłość do Najświętszego Serca Jezusa.

Światło, którym Bóg zaspokoił głód poszukującej PRAWDY Fulii pozwoliło jej doświadczyć rzeczywistości Piekła, Nieba i Czyśćca.

„Czyściec jest. I to jest tak samo naprawdę – a raczej prawdziwiej – niż to wszystko, co tu na ziemi, daje się zmysłami rozpoznać. Jakże więc straszną niespodzianką, jakiem zaskoczeniem będzie dla każdego niewierzącego człowieka to wszystko, co duszę jego musi już spotkać po śmierci (…) Bezmyślność nie uratuje człowieka przed niczem. Strusie chowanie głowy w piasek jest tu najbezsensowniejszą stratą czasu, który by można spożytkować na skuteczne zapobieganie przyszłym mękom”

https://pch24.pl/czyscie-kiedys-widz...ch-i-mistykow/