JAK TOWARZYSZYĆ CHOREMU? Siła w chorobie
Jak towarzyszyć choremu?
Jeżeli obok są bliskie osoby, modlą się i wypraszają łaski, to także proces leczenia lepiej przebiega. - mówi ks. Robert Mikusek, kapelan Mazowieckiego Szpitala Bródnowskiego w Warszawie, w rozmowie z Ireną Świerdzewską
https://idziemy.pl/imgs_upload/zdjec...yc_choremu.jpg
fot. Irena Świerdzewska
Czego najbardziej potrzebuje osoba chora?
Przede wszystkim obecności, wysłuchania, a niekoniecznie „gadania”; bardziej towarzyszenia w ciszy.
Potrzymania za rękę, wtedy czuje się bezpiecznie, bo ktoś jest przy niej w cierpieniu. Ciepłe słowo, delikatne i nienarzucające się, sprawia, że może spokojnie przeżywać doświadczenie choroby.
Potrzebuje też nadziei; możemy ukierunkować ją ku nadziei w Panu Bogu.
Ważne jest, by mówić do chorych, którzy są w śpiączce farmakologicznej, chociaż nie reagują i wydaje się nam, że nie słyszą.
Czasem osoba chora potrzebuje pomocy w codziennych czynnościach – toalecie czy podczas posiłku. W ostatnim tygodniu do jednego z DPS-ów trafiła starsza pani. Z powodu przykurczy mięśni ma też trudności z przełykaniem.
Małżonek przychodzi i spędza przy niej większość dnia. Obiad trwa nawet półtorej godziny, mąż łyżeczką delikatnie podaje posiłek. Niesamowita jest ta miłość małżeńska.
Czasami jest tak, że człowiek potrzebuje uzdrowienia duchowego, pojednania się z Panem Bogiem i z bliźnimi, co ma też wpływ na jego zdrowie. Można wtedy zamówić intencję mszalną, pomóc umówić się z kapłanem na spowiedź i przyjęcie Komunii Świętej. Siła w chorobie
Izabella Łasak w ostatnich latach zmagała się z nowotworem. Szymon Chrostowski na swoją chorobę patrzy już z perspektywy lat. Łaska Boża i pomoc ze strony innych ludzi dawały im siłę w walce.
https://idziemy.pl/imgs_upload/zdjec...w_chorobie.jpg
fot. rawpixel/Freepik
Iza zupełnie nie spodziewała się takiej diagnozy. Nagle szpital stał się niemal jej drugim domem. – Radioterapia, rehabilitacja, różne badania – w pewnym okresie jeździłam tam niemal codziennie.
Jednocześnie nadal pracowałam i zamknęłam roczne sprawozdanie księgowe w marcu. I to wszystko się udało – wspomina.
Po wstrząsie, jakim była wiadomość o nowotworze, uspokoił ją fakt, że nie ma przerzutów, choć był to III stopień, oraz pomoc, którą od razu zaoferowali bliscy i znajomi. – Doświadczyłam, że Pan Bóg działa przez ludzi. Udało się zorganizować tomograf w dwa dni, w czasie chemii znajome rodziny przywoziły dla mojej rodziny jedzenie, ktoś coś podpowiedział.
Dobroć Boża w ten sposób wylewała się ze wszystkich stron – mówi.
Relacje z innymi chorymi nawiązywała też w szpitalu. – Choroba bardzo zbliża i skraca dystans – podkreśla.
Początkowym wyzwaniem było przekazanie rodzinie informacji o chorobie i o tym, co się z tym wiąże. Jedna z koleżanek, znająca się na pedagogice i psychologii, poradziła jej, by nie mówiła wszystkim pięciorgu dzieciom naraz, ale każdemu osobno – stosownie do wieku.
Najstarszy nastolatek usłyszał pełną prawdę. – Nie chciałam mówić „Na pewno będzie dobrze”, bo to nie jest prawda. Będzie dobrze w tym sensie, że Pan Bóg zaopiekuje się tą sytuacją, ale nie wiedziałam, czy przeżyję – wspomina Iza.
Z kolei jej kilkuletnia córka dowiedziała się, że mama jest chora i wypadną jej włosy.
Z pozostałymi również porozmawiała stosownie do tego, co są w stanie zrozumieć.
Źródło: https://idziemy.pl/